Poszłam do pokoju i jak gdyby nigdy nic zaczęłam zajmować się swoimi sprawami. Kiedy tylko Shizu wróciła od razu zapytałam się jej, czy wie coś na temat krwi w salonie. Westchnęła chicho i głosem jak najbardziej poważnym powiedziała:
-Wybacz. Ta dzisiejsza walka przypadkiem się przeniosła do domu.
-Dobra już nie zmyślaj. Ale jeżeli to twoja wina to posprzątaj ty.
Poczucie humoru jak zwykle jej nie opuszczało. Zastanawiałam się tylko skąd ona mogła się ty wziąć. Bo przecież krew nie spada z nieba. Tak dla upewnienia jeszcze sprawdziłam. Nie, nie spada.
-Dobra... posprzątam...
W czasie kiedy dziewczyna sprzątała ja starałam się odrobić lekcje i nauczyć, bo w naszej akademii znów szykował się jakiś trudny sprawdzian. Fajnie byłoby go olać jak większość bogatych dzieciaków ze szkoły, ale muszę się dobrze uczyć, aby utrzymać stypendium.
Po znów nie przespanej nocy poczłapałam do akademii. Shizu przez całą drogę coś nawijała, ale ona nie musiała się uczyć, bo jej rodzice załatwili jej tu miejsce zanim się urodziła. Taka to ma fajnie. Ale na szczęście dziś piątek, więc tylko sprawdzian z fizyki, a reszta lekcji będzie lajcikowa, czyli czeka mnie tylko w-f, religia, angielski, wychowawcza....
Kiedy jest się nauczonym nawet trudne sprawdziany wydają się łatwe. Przynajmniej mam satysfakcję, że moi rodzice nie przekupują nauczycieli, żebym miała dobre oceny. Na szczęście na w-f czuję się wspaniale. Dziś przed tą lekcją w czasie zbiórki wszedł ksiądz i zaczął szeptać z nauczycielką. W pewnym momencie spojrzeli na mnie. Nauczycielka miała zdziwiony wyraz twarzy i z tym grymasem znów coś szepnęła. Kapłan uśmiechną się i zadał pytanie na tyle głośno, że je usłyszałam.
-To mogę zostać i ją trochę poobserwować?
Nauczycielka jeszcze raz na mnie spojrzała, a ja odwróciłam głowę udając, że patrzę na koleżankę, kiedy znów spojrzała na księdza ja zafascynowana chciałam dowiedzieć się co będzie dalej. Kobieta z niepewną miną skinęła głową. Duchowny uśmiechnął się i usiadł na krześle nauczycielskim, który Kimi musiała przynieść.
-Na dzisiejszej lekcji zrobimy test na wytrzymałość. Zobaczymy jak dużo możecie wytrzymać, a w przyszłości może się to nie tylko nam, kadrze nauczycielskiej, ale także wam, uczniom przydać.
Dziewczyny wydały jęk niezadowolenia, ale ja zawsze kochałam testy na wytrzymałość. Jestem w tym naprawdę dobra. Dużo biegałyśmy. Potem jeszcze wiszenie na drabinkach. Skoki przez skakankę. Stanie na rękach. Nie były to wymagające ćwiczenia, ale z każdym następnym miało się coraz mniej siły i coraz trudniej było wykonać bieżące zadanie.
Pod koniec lekcji dziewczyny ledwo dyszały. Ja jakoś się trzymałam. Ksiądz podziękował nauczycielce i wyszedł z uśmiechem. Shizu nie wiadomo czemu także bardzo się ucieszyła. Podskoczyła i zaklaskała radośnie. O co w tym wszystkim chodzi?
Przepraszam, że nie komentowałam. Nie miałam czasu ^^" Jestem usatysfakcjonowana, bo notka wydaje się być dłuższa od poprzedniej, a to dobrze, bo lubię sobie poczytać ciekawe opowiadania :3
OdpowiedzUsuń